Zamek Czarnoksiężnika

Bastion Czarnej Magii

01 stycznia 2011,

Książki roku 2010

Nowy rok zaczął się kilkanaście godzin temu. Jak to zwykle się utarło, jest to dobry czas na podsumowanie roku minionego. Dziś zatem krótkie zestawienie książkowych zakupów w doku 2010. W zeszłym roku pisałem, że był on rekordowy pod względem ilości nowych książek. Rok 2010 też był rekordowy, tylko bardziej. Trudno mi policzyć dokładnie, ile zakupiłem, bo przecież niektóre dostałem w prezencie, w innym wypadku sam kupowałem książki w podarku dla innych. Ale licząc tylko te pozycje, które ostatecznie wylądowały na mojej półce, będzie tego około 90 pozycji. Lista ułożona chronologicznie, pod względem dat zakupienia książek. Ostatnie są z końca roku.

  • Rzeka bogów - Ian McDonald
  • Ja inkwizytor. Wieże do nieba - Jacek Piekara
  • Widmowy Jack - Roger Żelazny
  • Balsam długiego pożegnania - Marek S. Huberatha
  • Światło M. Johna Harrisona
  • Extensa Jacek Dukaj
  • Peanatema Neal Stephenson
  • Jeden dzień Iwana Denisowicza i inne opowiadania Aleksander Sołżenicyn
  • Gujana. Spotkałem szczęśliwych Indian Arkady Fiedler
  • Odd i lodowi olbrzymi Neil Gaiman
  • Chłopaki Anansiego HC Neil Gaiman
  • Dlaczego zginął Karl von Spreti Ryszard Kapuściński
  • Shriek: posłowie Jeff VanderMeer
  • Cryptonomicon Neala Stephensona
  • The Graveyard Book Neila Gaimana
  • Ex Libris. Wyznania czytelnika Anne Fadiman
  • Wody głębokie jak niebo Anna Brzezińska
  • Kot alchemika Walter Moers
  • Terror Dana Simmonsa
  • Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej nr. 4/2009, nr. 8-9/2009, nr. 4/2010
  • Pamięć i Sprawiedliwość nr 1(14)/2009
  • Aparat Represji w Polsce Ludowej nr 1(7)/2009
  • Zbrodnia Katyńska. W kręgu prawdy i kłamstwa. red. Sławomir Kalbarczyk
  • Chłopiec z latawcem Khaled Hosseini
  • Necrosis. Przebudzenie Jacka Piekary
  • Walden Henry David Thoreau
  • Wiedźma opiekunka tom 1 Olga Gromyko
  • Wiedźma opiekunka tom 2 Olga Gromyko
  • Pieśń żeglarzy Ken Kesey
  • Palimpsest Catherynne M. Valente
  • Europa walczy Norman Davies
  • W ogóle i w szczególe Anne Fadiman
  • Podróże z Ryszardem Kapuścińskim - opowieści 13 tłumaczy
  • Podróże z Ryszardem Kapuścińskim cz. 2 opowieści 14 tłumaczy
  • Lord Jim Joseph Konrad
  • Trylogia rzymska Miki Waltariego
  • Kapitularz Diuną Frank Herbert
  • Targowisko próżności William Thackeray
  • Anna Karenina Lew Tołstoj
  • Wilk stepowy Hermann Hesse
  • Szkoła uczuć Gustaw Flaubert
  • Dym i Lustra Neil Gaiman
  • Trzeci świat Maciej Guzek
  • Grona gniewu John Steinbeck
  • Opowiadania Jarosław Iwaszkiewicz
  • Przygody Tomka Sawyera Johnatan Shift
  • Opowieści z meekhańskiego pogranicza: północ - południe Robert M. Wegner
  • Opowieści z meekhańskiego pogranicza: wschód - zachód Robert M. Wegner
  • Potwory i krytycy J.R.R. Tolkien
  • Kęs życia i inne opowiadania Vldimir Nabokov
  • List, który nigdy nie dotarł do Rosji i inne opowiadania Vladimir Nabokov
  • Lot nad kukułczym gniazdem Ken Kesey
  • Czarnoksiężnicy - antologia opowiadań
  • Maszyna róznicowa William Gibson, Bruce Sterling
  • Listy J.R.R. Tolkien
  • Beowulf
  • Czerwone i czarne Stendhal
  • Biesy Fiodor Dostojewski
  • Cryptonomicon Neal Stephenson
  • Letnia noc Dan Simmons
  • J.R.R. Tolkien - wizjoner i marzyciel Humphrey Carpenter
  • Opowiadania kołymskie Warłam Szałamow
  • Książę mgły Carlos Ruiz Zafon
  • Król Bólu Jacek Dukaj
  • Ja inkwizytor. Dotyk zła Jacek Piekara
  • Smoczy Tron Tad Williams
  • Kamień Rozstania Tad Williams
  • Wieża Zielonego Anioła część 1 Tad Williams
  • Ani słowa prawdy Jacek Piekara
  • Poszerzenie pola walki Michel Houellebecq
  • Możliwość wyspy Michel Houellebecq
  • Wiersze zebrane Zbigniew Herbert
  • Martwa natura z wędzidłem Zbigniew Herbert
  • Labirynt nad morzem Zbigniew Herbert
  • Lolita Vladimir Nabokov
  • Śmiech w ciemności Vladimir Nabokov
  • Ada albo Żar Vladimir Nabokov
  • Nieznośna lekkość bytu Milan Kundera
  • O jeden most za daleko Cornelius Ryan
  • Harun i morze opowieści Salman Rushdie
  • Luka i ogień życia Salman Rushdie
  • Zawód: Wiedźma, tom 1 Olga Gromyko
  • Zawód: Wiedźma, tom 2 Olga Gromyko
  • Na zachodzie bez zmian Erich Maria Remarque
  • Stary człowiek i morze Ernest Hemingway
  • Portret Dorwana Gray’a Oskar Wilde
  • Łagodna. Opowiadania i opowieści Fiodor Dostojewski
  • Zaskoczony Radością C.S. Lewis
  • Herbert nieznany. Rozmowy
  • Mistrz z Delft Zbigniew Herbert
Dodano w kategorii Zapiski Ucznia o 18:01:07, 2 komentarze

04 grudnia 2010,

...

Kupuję zdecydowanie więcej książek niż jestem w stanie przeczytać... Niedobrze, bo z reguły mam tak, że największa ochota na przeczytanie nowej książki w domu nachodzi mnie w pierwsze dni od zakupu. Gdy poleży jakiś czas, bardzo często zostaje odłożona na półkę na dłużej, by nie rzec nieładnie - zapomniana. Mam nadzieję, że przyjdzie taki moment, w którym będę miał na tyle wolnego czasu, żeby wszystkie swoje nieprzeczytane książki wreszcie przeczytać. :)

Dodano w kategorii Zapiski Ucznia o 07:29:46, 4 komentarze

01 maja 2010,

Zamówienie z IPNu

Wczoraj otrzymałem paczkę ze swoim zamówieniem, publikacjami Instytutu Pamięci Narodowej:



Czytałem już wcześniej kilka artykułów z Biuletynów IPNu i były bardzo interesujące. Historię na pewno warto znać, a już szczególnie historię własnego kraju. Na studiach technicznych nie ma za wielu możliwości poszerzania tej dziedziny wiedzy. Postanowiłem więc podjąć próbę jej uzupełnienia. A zarazem próbę poznania działalności Instytutu.

Dodano w kategorii Zapiski Ucznia o 10:24:27, Dodaj komentarz

13 kwietnia 2010,

Urodzinowe upominki...

Z okazji urodzin dostałem takie oto trzy książki:

  • Ex Libris. Wyznania czytelnika Anne Fadiman
  • Wody głębokie jak niebo Anny Brzezińskiej
  • Kot alchemika Waltera Moersa



Książka Anne Fadiman trafiła do mnie dzięki Ravenie, która po pierwsze uświadomiła mnie o istnieniu takiego wydawnictwa, a po drugie, ciepłymi słowami zachęciła do sięgnięcia po nią. Raveno, chciałbym Ci podziękować. Zacząłem dziś czytać i już stwierdziłem, że warto mieć tę książkę w swoim księgozbiorze. Bardzo lubię słuchać i czytać różnego rodzaju opowieści, anegdoty o książkach, o czytaniu, o przyzwyczajeniach czytelniczych. Tutaj to wszystko jest, opowiedziane w piękny sposób. O biblioteczkach domowych, o sposobie obchodzenia się z książką, o dedykacjach i autografach (bardzo mi się ten esej podobał) i o wielu innych rzeczach, o których jeszcze nie doczytałem. Mogę śmiało polecić każdemu miłośnikowi literatury. Ta książka pokazuje, że pasjonatów literatury jest na świecie dużo więcej niż możemy zauważyć wokół siebie.

Anna Brzezińska - kiedyś miałem już w ręku ten zbiór opowiadań. Przeczytałem tekst pt. Śmierć Czarnoksiężnika, zaintrygowany tytułem. Niestety później musiałem oddać zbiorek do biblioteki nie doczytawszy do końca. Może z tego powodu, czując lekki wyrzut sumienia spowodowany takim potraktowaniem dzieła pani Brzezińskiej, umieściłem Wody głębokie jak niebo na liście potencjalnych prezentów urodzinowych. To jedno przeczytane przeze mnie opowiadanie było całkiem niezłe. Zresztą, jeśli czytaliście przygody zbója Tardokęska, wiecie dobrze, że Anna Brzezińska pisze całkiem przyzwoitą fantastykę.
Jest to pierwsza książka autorki na moich półkach.

Kot alchemika - przybył do mnie pocztą. Dostałem go od Ani, mojej serdecznej przyjaciółki (dziękuję :*). Szczerze przyznaję, że choć twórczość Moersa nieco znam i bardzo cenię, nie spodziewałem się totalnie takiego prezentu. Autor zniknął mi z oczu po ukazaniu się u nas 13 i pół życia kapitana Niebieskiego Misia i nawet nie wiedziałem, że taki tytuł został przez Wydawnictwo Dolnośląskie wypuszczony na księgarskie półki. Tym bardziej jestem ciekaw. Walter Moers jest człowiekiem niesamowitej wyobraźni, pełen pomysłów. On to wymyślił Buchlingi, najsympatyczniejsze książkolubne stworki na świecie. Jeśli ich nie poznaliście, żałujcie. Z opisu na okładce widzę, że tym razem gościmy w innym mieście Camonii, z dala od Księgogrodu, ale zapowiada się równie ciekawie.

I tak oto moja domowa biblioteka powiększyła się po raz kolejny, tym razem o trzy wartościowe pozycje. Jeszcze nie wymyśliłem, gdzie je postawię, ale na pewno miejsce się znajdzie. Układanie nowych książek na półkach to bardzo interesujące zajęcie. I często niełatwe. Trzeba znaleźć takie rozwiązanie, które nie burzy dotychczasowej harmonii na półkach, a jednocześnie, żeby nowe pozycje znalazły swoje dobre miejsce. Czasami mam z tym problem, zwłaszcza przy jeszcze nie zakończonych seriach. Tak jak z Ucztą wyobraźni. Już stała sobie cała seria ładnie na półce ustawiona od ścianki do ścianki, ale z ukazaniem się kolejnych książek spod tego szyldu znów zrobił się problem. Żeby tylko takie problemy w życiu miał człowiek..

Dodano w kategorii Zapiski Ucznia o 23:54:41, 3 komentarze

09 kwietnia 2010,

Wizyta listonosza

Wczoraj, gdy byłem w pracy listonosz przyniósł mi dwie książki, na które już od paru dni czekałem. Wspomniałem już w poprzedniej notce o mojej chęci zmierzenia się z językiem angielskim. Owe dwie książki będą pierwszą próbą. A są to:

  • Cryptonomicon Neala Stephensona
  • The Graveyard Book Neila Gaimana



Jeszcze nie wiem od której zacznę. Cryptonomicon to bardzo długa historia, ale jest to też książka niemal owiana legendą, jedno ze sztandarowych dzieł Stephensona. Ciężko w ogóle jest dostać polski egzemplarz. Niedługo to się wprawdzie zmieni, gdyż MAG ma plany wznowieniowe, w okolicach czerwca/lipca.
Książka Gaimana jest natomiast prostsza, jest też jedyną powieścią autora, której nie czytałem do tej pory. I jestem jej ogromnie ciekaw, zwłaszcza, że tato i brak, którzy są już po lekturze bardzo ciepło się o książce wypowiadają. Zwłaszcza brat, a dodać trzeba, ze szczególnie za fantastyką nie przepada.

Dodano w kategorii Zapiski Ucznia o 10:01:07, Dodaj komentarz

07 kwietnia 2010,

Książkowe historie

Zapytał mnie ostatnio brat: „Czy pamiętasz historię każdej książki, którą masz na półce? To, w jaki sposób do ciebie trafiła?” Po krótkim zastanowieniu odpowiedziałem, że raczej tak, w większości. A później zacząłem przyglądać się swoim książkom i usiłowałem przypomnieć sobie losy co poniektórych z nich. Ciekawe było to doświadczenie, bowiem książki, choć nie są fotografiami, trochę je przypominają, z nich także można wyczytać wspomnienia, odbyć ową magiczną podróż w przeszłość, towarzyszącą przeglądaniu starych albumów, kiedy obraz na zdjęciach nagle ożywa przed oczyma przywołując przy tym wiele innych okoliczności towarzyszących tej jednej, krótkiej, uwiecznionej obiektywem aparatu chwili.

Patrząc na Mistrza i Małgorzatę Bułhakowa, przypominają mi się święta Bożego Narodzenia. Dostałem książkę w prezencie od siostry. Koniecznie chciała mi zrobić niespodziankę i udałoby się jej, gdyby kupiła prezent w innej księgarni. W naszej małomiasteczkowej dość dobrze znałem rozkład książek na regałach, i gdy, na krótko przed Wigilią, spostrzegłem pustkę w miejscu dzieła Bułhakowa niemal od razu się domyśliłem tożsamości nabywcy. Opowiadając później tę historię siostrze usłyszałem głośne: Aleeż!!

„Diuna” Franka Herberta trafiła do mnie przypadkiem. Urodziny taty - zabrałem go do księgarni, aby wybrał sobie, wedle upodobania, co chciałby otrzymać z tej okazji. Niemal zdecydowaliśmy się ostatecznie na dwa tomy antologii Fabryki Słów „Tempus Fugit”. Jednak pani księgarz, w obdarzonym mocnym darem przekonywania słowie, rzekła, że o wiele lepiej wziąć książkę Herberta. Wtedy ani „Diuna”, ani „Frank Herbert” nic mi nie mówiło. Niemniej od tamtego momentu rozpoczęła się moja przygoda z rodami Atrydów i Harkonnenów. Dziś mam całą serię, prócz ostatniej, mającej się niedługo ukazać. Zadziwiające, jak przypadek może wpłynąć los człowieka.

Inna opowieść wiąże się z tomem „Lapidariów” Kapuścińskiego. Dostałem je od pani z antykwariatu, w podzięce za pomoc w rozwiązaniu kilku matematycznych zadań, potrzebnych jej w celu przygotowania się do egzaminu na studiach zaocznych. Za przyjemne chwile spędzone nad obliczaniem pól powierzchni i objętości ostrosłupów otrzymałem możliwość wyboru dowolnej książki z bogatych półek antykwariatu.

Historia „Hyperiona” Dana Simmonsa łączy się natomiast z fantastyczną audycją w Radiu Kraków. Gdy Andrzej Miszkurka z MAGa opowiadał, jak książka wiele lat temu zwaliła go z nóg, uwierzyłem mu. Dziś mogę dodać od siebie: potwierdzam. Po lekturze Hyperiona prawie tydzień nie byłem w stanie myśleć o innej książce, cały czas mając przed oczyma konsula, Brawne Lamię, Martina Silenusa i pozostałych bohaterów, a także przepięknie wykreowany świat przyszłości – Pierwszą Tau Ceti, Maui Przymierze, Bożą Knieję… Mogę z czystym sercem powiedzieć, że „Hyperion” jest jedną z najlepszych książek fantastycznych, jakie w ogóle zdarzyło mi się czytać. Radio Kraków i audycja Marcina Baniaka była także siłą sprawczą, dzięki której trafiło w me ręce kilka innych książek, m.in. „Lód” Dukaja (Jak Jacek opowiedział, że umieścił w powieści Teslę, wiedziałem, że kupię), „Balsam długiego pożegnania” Huberatha, czy początki Uczty Wyobraźni, więc „Wieki Światła” i „Dom Burz” MacLeoda, „Welin” i „Atrament” Hala Duncana. Czy kupiłbym te książki nie słuchając audycji? Zapewne nie, choć niczego nie można wykluczać.

Najbardziej cenię sobie książki-prezenty, te bowiem niosą w sobie wiele ciepłych myśli i pamięć osób bliskich, przyjaciół, rodziny. Być może zdarza Wam się czytywać stare listy. Wystarczy dotknąć kartki, zagłębić się w pierwsze linijki odręcznego pisma, by przywołać obraz nadawcy, by o nim ciepło pomyśleć i wspomnieć spędzone razem chwile. A gdy biorę do ręki książkę, z wypisaną na pierwszej stronie pięknie ułożoną dedykacją, czy jest to jakaś różnica? Ta książka, przedmiot i tak już sam w sobie niezwykły, staje się jeszcze bardziej wartościowy i drogi. Na swoich półkach mam kilka takich szczególnych dzieł. W sensie biblioteczka jest swego rodzaju zbiorem wspomnień, niczym album starych fotografii. Zawiera wiele opowieści zwyczajnych, jak również wiele ciekawych i miłych memu sercu wspomnień i historii. Myślę, że jeśli spojrzycie na swoje książki z pewnością dojdziecie do podobnych wniosków.

Dodano w kategorii Zapiski Ucznia o 13:52:39, Dodaj komentarz

06 kwietnia 2010,

Books in English

Postanowiłem, że najwyższa pora zabrać się za swój angielski. Żeby połączyć przyjemne z pożytecznym zaświtała mi idea czytania książek w oryginale. Kiedyś nawet próbowałem czytając His Dark Materials - The Northern Lights Philipa Pullmana.

Zamówiłem sobie na allegro Cryptonomicon Neala Stephensona, a wczoraj, będąc jeszcze pod wrażeniem z wizyty Neila Gaimana w Polsce zamówiłem sobie książkę, której jeszcze nie czytałem, choć mam ją w polskiej wersji - The Graveyard Book.

Zdaje sobie sprawę, że będzie się czytalo dłużej, że połowy słów mogę w pierwszym zderzeniu nie zrozumieć, będąc zmuszonym do posługiwania się słownikiem. Niemniej jednak wiem również, że z każdą przeczytaną stroną lektura będzie łatwiejsza, a z każdą przeczytaną książką łatwiejsza jeszcze bardziej. Studenci anglistyki zwykle na swoich studiach nie czytają prawie polskich książek. Ja anglistyki nie studiowałem i nie zamierzam zrezygnować z polskojęzycznej literatury, ale tam, gdzie będę miał możliwość przeczytać w języku angielskim (ale tylko anglojęzycznych pisarzy) będę starał się to robić. Zacznę prawdopodobnie od Gaimana - Neverwhere, Stardust, The Graveyard Book, American Gods.

A już pomijając kwestie językowe czytanie w oryginalnym języku pisarza pozwala nam na obcowanie z dziełem w jego najczystszej postaci, bez zniekształceń translatorskich. Możemy nazwy definiować po swojemu, według własnej intuicji. A to jest dla mnie czymś ważnym.

Dodano w kategorii Zapiski Ucznia o 12:53:48, 5 komentarzy

05 kwietnia 2010,

Kolejne książkowe zakupy

Odebrałem z księgarni cztery książki, o których wspomniałem w poprzedniej notce:

Chłopaki Anansiego - Neil Gaiman
Odd i Lodowi Olbrzymi - Neil Gaiman
Dlaczego zginął Karl von Spreti - Ryszard Kapuściński
Shriek: posłowie - Jeff VanderMeer


Poniżej zamieściłem zdjęcia .



Shriek z Uczty Wyobraźni prezentuje się bardzo ładnie, jak zresztą cała seria. Na uwagę zasługują jednak piękne wydania książek Neila Gaimana. Mam już w domu Chłopaków Anansiego w miękkiej okładce, ale na wieść, że MAG wydaje edycję "hardback", wiedziałem, że jeden egzemplarz trafi do mojego domu. Poprzednie wydanie się zresztą nie zmarnowało, podarowałem je bratu, który coraz bardziej zaczyna lubić Neila Gaimana. Twierdził, że nie przepada za fantastyką, ale wydaje mi się, że Neil powoli go do tego pięknego przecież gatunku, przekonuje. Po Nigdziebądź zabrał się ostatnimi dniami za Chłopaków Anansiego. I na tym nie zakończył, gdyż chwile po zamknięciu Chłopaków... na warsztat poszła Księga Cmentarna. Obie dostały od niego 5,5/6 na Biblionetce, co oznacza, że Gaiman, mimo iż fantasta, jest w stanie przebić mur nieufności, który tak wielu osobom uniemożliwia poznanie gatunku.

Z okazji premiery swojej najnowszej książki, krótkiej opowieści o nordyckich bogach i małym chłopcu Neil Gaiman gościł 22 marca w Warszawie. Relację i wiele informacji z tej wizyty możecie przeczytać na polskiej wersji bloga Neila - Blog Neila Gaimana w wersji PL
Autor, będąc w Polsce powiedział, że nasze wydanie Odda i Lodowych Olbrzymów podoba mu się najbardziej ze wszystkich jakie dotychczas widział. Posłuchajcie zresztą krótkiej wypowiedzi pisarza: Neil Gaiman do polskich czytelników

A to mój cały zbiór powieści Neila Gaimana:



A zaczęło się od dwóch książek z miejskiej biblioteki, jedynych, które były na stanie. Było to w roku 2007, kiedy na Konwencie miłośników fantastyki organizowanym rokrocznie przez "Jaskinię Behemota" w Byczynie koło Kluczborka zaczęliśmy z para znajomych rozmowę na temat twórczości Gaimana. W zasadzie oni opowiadali a ja się przysłuchiwałem. Obiecałem jednak, że po powrocie do domu przeczytam choć jedną książkę Neila. No, konsekwencje tej obietnicy możecie obejrzeć powyżej. Po pierwszych dwóch, wypożyczonych z biblioteki (doskonale pamiętam tytuły - Amerykańscy bogowie i Dobry Omen) do kolejnych nikt mnie już nie przekonywał. Bardzo mi się podoba specyficzny sposób pisania Gaimana, do dziś dzień trudno mi jest określić, co takiego mają w sobie książki autora, że są takie dobre. Na pewno odpowiedź tkwi w niesamowitej wyobraźni Neila, ale także w języku literackim, którym się posługuje. Spróbujcie sami poczytać i może Wy pomożecie mi zdefiniować właściwą odpowiedź.
O dwóch moich ulubionych książkach pisałem już na joggerze - Nigdziebądź i Amerykańscy bogowie.
Jeśli poszukujecie jakiejś dobrej książki do poczytania, jeśli chcielibyście odkryć nowego pisarza, jeśli chcielibyście przeżyć prawdziwą literacką przygodę, uruchomić swoją wyobraźnię, weźcie książkę Gaimana, choć jedną - NIegdziebądź, Gwiezdny Pył, czy Amerykańskich bogów. Naprawdę warto. Cieszę się, że zaufałem niegdyś moim konwentowym znajomym.

Dodano w kategorii Zapiski Ucznia o 09:59:42, 1 komentarz

28 marca 2010,

Zakupy AD 2010

Lista książek, które zakupiłem od początku roku:

Rzeka bogów - Ian McDonald
Ja inkwizytor. Wieże do nieba - Jacek Piekara
Widmowy Jack - Roger Zelazny
Balsam długiego pożegnania - Marek S. Huberath
Extensa - Jacek Dukaj
Peanatema - Neal Stephenson
Jeden dzień Iwana Denisowicza i inne opowiadania - Aleksander Sołżenicyn
Gujana. Spotkałem szczęśliwych Indian - Arkady Fiedler

Ostatnio zamówiłem jeszcze cztery książki, ale jeszcze do mnie nie dotarły. Czy 8 pozycji to dużo jak na niemal trzy miesiące czasu? I tak i nie. Zapewne mogłoby być więcej, ale ostatnio nie wyszło zbyt wiele pozycji, na które bym czekał. Staram się kupować tylko to, co będzie moim zdaniem dobre, rzadko zdając się na impuls. Cieszę się, że zdobyłem opowiadania Huberatha, ciężko jest je trafić, nawet na allegro, a zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie, gdy czytałem je w egzemplarzu bibliotecznym. W zbiorku są opowiadania docenione i nagradzane przez społeczność fantastyczną, by powiedzieć tylko, że jedno z nich pobiło sapkowego Wiedźmina w konkursie Fantastyki na najlepsze opowiadanie. Inne zdobyło nagrodę Zajdla. Jeśli nawinie się Wam pod rękę Balsam długiego pożegnania, nie zastanawiajcie się długo. Huberatha mało jest na rynku, bo pisze raczej dla przyjemności aniżeli zawodowo. Jednak zwykle wszystko, co się ukazuje sygnowane jego nazwiskiem jest warte uwagi.
Kolejna odsłona przygód Mordimera Madderdina spod pióra Jacka Piekary, muszę przyznać, że wypadła słabo, poniżej poziomu, do którego przyzwyczaił czytelników pierwszą, tetralogią, tak to ujmijmy, czyli Sługą Bożym, Młotem na czarownice, Mieczem Aniołów i Łowcami Dusz. Czyta się nadal bezproblemowo i przyjemnie, lecz nie uchwyciłem w opowiadaniach z najnowszego zbioru żadnej rzeczy, dla której zdecydowanie mógłbym powiedzieć, że warto książkę zakupić. Można zakupić, ale jeśli się nie sięgnie to stratni nie będziecie.
Extensa - Jacek Dukaj ma moje pełne zaufanie i zwykle kupuję w ciemno jego książki. Tak też było, gdy ukazało się wznowienie Extensy. Od razu przeczytałem (a długa nie jest) i po zamknięciu książki poczułem się trochę, może nie zawiedziony, ale nieco rozczarowany. Tym razem nie były to moje klimaty. Niemniej jednak trzyma dobry, wysoki poziom.
Z pozostałych, ucieszyło mnie, gdy dowiedziałem się, że Rebis zdecydował się wydać Jeden dzień Iwana Denisowicza. Książka jest zdecydowanie godna polecenia każdemu. Tytułowe opowiadanie opisuje jeden pełny dzień z życia obozu, łagru sowieckiego. Od pobudki, jeszcze przed świtem, aż po porę, kiedy więźniowie zasypiali po dniu ciężkich robót. Trochę inna narracja niż a osławionym Archipelagu GUŁag, zdecydowanie spersonalizowana. Sołżenicyn spogląda na system sowiecki oczyma jednego tylko spośród milionów więźniów, Iwana Denisowicza. Przez pryzmat życia łagru przedstawia obraz Związku Radzieckiego za rządów Józefa Stalina i jego następców. Archipelag GUŁag zakupiłem sobie już wcześniej, więc wiedziałem, że tę pozycję Sołżenicyna także sobie sprawię.

Wspomnę jeszcze dwa słowa o Nealu Stephensonie. Mało o nim słychać, jak zdążyłem się zorientować spędzając czas na różnych forach. I to trochę przykre jest bo autor zasługuje na uwagę. W zeszył bodaj roku MAG skończył wydawać najobszerniejsze jak dotąd dzieło Stephensona - Cykl Barokowy. Zakupiłem cały i choć zacząłem czytać dopiero pierwszy tom pierwszej części mogę powiedzieć, że dalsza lektura będzie piękną literacką przygodą. Pieanatemę kupiłem właśnie przez sympatię do autora, którą wzbudził we mnie Cykl Barokowy. A krążą także słuchy, że MAG wznowi niedługo sztandarowe dzieło Stephensona - Cryptonomicon. Czekam z niecierpliwością.

Dodano w kategorii Zapiski Ucznia o 18:04:29, Dodaj komentarz

28 marca 2010,

Tysiąc wspaniałych słońc - Khaled Hosseini

Zaletą powieści Hosseiniego, mądrością, którą wyciągnąłem z lektury jest rzucenie światła na kulturę i krajobraz Afganistanu. Tak naprawdę statystyczny Polak czy Europejczyk niewiele wie o tym kraju. Osama, Talibowie, wojna z terroryzmem, te hasła na pewno nam się kojarzą. Ale już wymienienie jakiejkolwiek innej miejscowości w Afganistanie oprócz Kabulu jest trudniejsze. A szkoda, bo Afganistan to kraj na swój sposób piękny, interesujący a zarazem smutny, o trudnej historii, sponiewierany wojnami, które stały się jego przekleństwem.

Jaką miłością można pałać do tego kraju pełnego nieszczęść? Daje nam przykład Lajla, która po latach wojny, mimo, że znalazła szczęście u boku swej miłości z dzieciństwa w sąsiednim Pakistanie, pod koniec opowieści chce jednak wrócić do rodzinnego Kabulu, w którym zaznała tylu nieszczęść ze strony męża, w którym od pocisków rakietowych zginęło wielu jej bliskich.

Na początku książki poznajemy Afganistan jako całkiem zwyczajny, rozwijający się kraj. Przynajmniej główne jego miasta. Żeby nie nieszczęścia wojny myślę, że mógłby rozwijać się dalej. Mam wrażenie, że to zagraniczne mocarstwa są w głównej mierze odpowiedzialne za to, że kraj ten jest teraz ruiną. Najpierw niszczyli go sowieci, później dżihad przeciwko nim. Wojny domowe, Talibowie. Zagraniczne mocarstwa zaopatrywały wszelkiej maści bojowników w broń, która następnie obróciła się przeciwko nim. Stracił kraj, jego kultura, a najwięcej chyba ludność cywilna, zwykli obywatele.
Hosseini rzuca światło na tragedię swojej ojczyzny. Na pewno towarzyszyła mu przy pisaniu intencja, jak najwięcej ludzi dowiedziało się o sytuacji w Afganistanie.

Trudno się człowiekowi, jako elementowi społeczeństwa ludzkiego na dzisiejszym poziomie rozwoju kultury, w dobie poszanowania praw człowieka, demokracji, pogodzić się z tym, że są jeszcze na Ziemi rejony, gdzie panuje takie średniowiecze i barbarzyństwo. Przerażające jest to, że książka Hosseiniego nie opowiada o wieku XVII, XVIII czy nawet XIX. Ona mówi o wieku XX, o schyłku dwudziestego wieku, a w końcówce nawet o wieku dwudziestym pierwszym. Spoglądając na daty w tytułach rozdziałów nieustannie nachodziły mnie porównania ze własnym dzieciństwem. To, jak traktowano w Afganistanie kobiety, jak stosowano barbarzyńskie prawo działo się w tym samym czasie, kiedy chodziłem sobie beztrosko do szkoły, kiedy u nas w kraju panowała demokracja, kiedy człowiek mógł być pewny swego bezpieczeństwa i nie bał się, że na jego dom może spaść bomba. Ten sam czas! Tak trudno w to uwierzyć.

I tak porównywałem sobie nieustannie, co ja robiłem w czasie, kiedy bohaterki powieści przeżywały swoje ciężkie losy.
A przecież to w jakimś stopniu jeszcze trwa. Co jakiś czas słyszy się o walkach w Afganistanie, o zamachowcach samobójcach detonujących bomby w sercu Kabulu.

Afganistan ostatnimi laty często pojawia się w mediach, jednak jest to obraz wyrwany z kontekstu, bardzo fragmentaryczny. Żeby poznać ten kraj, choć w niewielkiej części, ale prawdziwie, należałoby go odwiedzić, pójść między prostych ludzi go zamieszkujących, doświadczyć go osobiście. Albo, jeśli jest to niemożliwe, przeczytać książkę Hosseiniego. Jestem pewien, że po lekturze telewizyjne informacje z Afganistanu będą miały dla Was o wiele głębszy wymiar.

Dodano w kategorii Księgi Czarnoksięskie o 14:12:13, Dodaj komentarz

28 grudnia 2009,

Domowa biblioteczka

Dla mnie sens posiadania domowego księgozbioru, biblioteczki jest oczywisty. Niemniej jednak czasem spotykam się z opiniami, że to bez sensu, nawet o otoczeniu rodziny. Po cóż wydawać pieniądze na książki, które można wypożyczyć z miejskiej biblioteki i na spokojnie przeczytać i oddać? Jest to pewnego rodzaju praktyczne podejście i, być może, w niektórych przypadkach nawet rozsądne. Ja jednak nie potrafię wyobrazić sobie domu bez książek rozmieszczonych na półkach.
Cóż, jeśli najdzie mnie nagła chęć, żeby ponownie wrócić do danej pozycji, żeby przeczytać choć fragment lub sprawdzić jakąś rzecz? Do biblioteki drogę znasz. Ale jeśli w bibliotece pozycji tej akurat nie będzie wcale, albo jest notorycznie wypożyczona?

Moim marzeniem jet mieć przestronny dom, w którym jeden pokój mógłbym poświęcić tylko na biuro i biblioteczkę. Po środku wielkie dębowe biurko. Jako komputer laptop, który zawsze mogę schować, jeśli nie będzie mi potrzebny do pracy. A na regalach mnóstwo, przez lata gromadzonych książek. Najróżniejszych gatunków, wielu autorów. A wszystkie miłe memu sercu, które w jakiś sposób zapisały się w mojej pamięci. Gdzieś z boku postawiłbym jeszcze dwa przestronne fotele po obu stronach niewielkiego stolika z umieszczoną na nim szachownicą. Ach, marzenia. :)

Dodano w kategorii Zapiski Ucznia o 19:07:40, 4 komentarze

26 grudnia 2009,

Książki w roku 2009

W chwili świątecznego czasu postanowiłem sobie zestawić książki jakie, w różnych okolicznościach przybyły do mojego domu na przestrzeni roku 2009. Lista jest dość długa, ale jest to pocieszające. W życiu w żadnym roku chyba nie postawiłem na półkach tylu książek. Część zakupów to wielotomowe sagi, które już dawniej obiecałem sobie nabyć, ale z tych czy innych względów (najczęściej finansowych) nie udało mi się tego zrobić wcześniej. Dużo jest pośród poniższych pozycji fantastyki, ale jest także trochę literatury pięknej, podróżniczej, reportażu czy filozofii.


  • Stanisław Lem - Pamiętnik znaleziony w wannie
  • Alfred Szklarski - Tomek w krainie kangurów
  • Alfred Szklarski - Tomek na czarnym lądzie
  • Alfred Szklarski - Tomek na wojennej ścieżce
  • Alfred Szklarski - Tajemnicza wyprawa Tomka
  • Alfred Szklarski - Tomek wśród łowców głów
  • Alfred Szklarski - Tomek u źródeł Amazonki
  • Alfred Szklarski - Tomek w Gran Chaco
  • Alfred Szklarski - Tomek w grobowcach faraonów
  • Neal Stephenson - Żywe srebro tom I
  • Neal Stephenson - Żywe srebro tom II
  • Neal Stephenson - Żywe srebro tom III
  • Neal Stephenson - Zamęt tom I
  • Neal Stephenson - Zamęt tom II
  • Neal Stephenson - Ustrój Świata tom I
  • Neal Stephenson - Ustrój Świata tom II
  • Neal Stephenson - Ustrój Świata tom III
  • Thomas Mann - Doktor Faustus
  • Andrzej Sapkowski - Wiedźmin
  • Jarosław Grzędowicz - Księga jesiennych demonów
  • Jarosław Grzędowicz - Wypychacz zwierząt
  • Jacek Dukaj - Córka łupieżcy
  • Stephen King - Mroczna Wieża I - Roland
  • Stephen King - Mroczna Wieża II - Powołanie trójki
  • Stephen King - Mroczna Wieża III - Ziemie jałowe
  • Stephen King - Mroczna Wieża IV - Czarnoksiężnik i kryształ
  • Stephen King - Mroczna Wieża V - Wilki z Cala
  • Stephen King - Mroczna Wieża VI – Pieśń Susannah
  • Stephen King - Mroczna Wieża VII - Mroczna Wieża
  • Frank Herbert - Bóg Imperator Diuny
  • Maja Lidia Kossakowska - Żarna niebios
  • Margaret Mitchell - Przeminęło z Wiatrem
  • Charles Stross – Accelerando
  • Władysław Tatarkiewicz - Historia filozofii t. 1-3
  • Andrzej Pilipiuk - Rzeźnik drzew
  • Dan Simmons - Triumf Endymiona
  • Neil Gaiman - Nigdziebądź
  • Peter Watts - Ślepowidzenie
  • Catherine M. Valente - Opowieści sieroty
  • Leszek Kołakowski - O co nas pytają wielcy filozofowie
  • Jeff Vandermeer - Podziemia Veniss
  • K.J. Bishop – Akwaforta
  • Arkady Fiedler - Mój ojciec i dęby
  • Neil Gaiman – Koralina
  • Diane Satterfield - Trzynasta opowieść
  • Michel Houellebecq - Cząstki elementarne
  • Neil Gaiman - Księga cmentarna
  • Maja Lidia Kossakowska - Upiór Południa. Czerń
  • Maja Lidia Kossakowska - Upiór Południa. Pamięć umarłych
  • Maja Lidia Kossakowska - Upiór Południa. Burzowe kocię
  • Maja Lidia Kossakowska - Upiór Południa. Czas Mgieł
  • Jacek Dukaj - Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe
  • Andrzej Sapkowski - Żmija
  • Jeffrey Thomas - Punktown. Listy z Hadesu
  • Terry Pratchett - Kolor Magii
  • Salman Rushdie - Czarodziejka z Florencji
  • Thomas Mann - Opowiadania
  • Michel Houellebecq - Platforma
  • Markus Zusak - Złodziejka książek
  • Markus Zusak - Posłaniec
  • Wojciech Cejrowski - Gringo wśród dzikich plemion
  • Arkady Fiedler - Dywizjon 303
  • Khaled Hosseini - Tysiąc wspaniałych słońc
  • J.R.R. Tolkien - Legenda o Sigurdzie i Gudrun
  • Frank Herbert - Heretycy Diuny
  • Astrid Lindgren - Dzieci z Bullerbyn
  • Jacek Dukaj - Wroniec
  • Jarosław Grzędowicz - Pan Lodowego Ogrodu tom 3
  • Arkady Fiedler - Kanada pachnąca żywicą
  • Catherynne Valente - Opowieści Sieroty, tom 2
  • Carlos Ruiz Zafon - Marina
  • Jeremy Clarkson - Świat według Clarksona
  • Ryszard Kapuściński - O książkach, ludziach i sztuce
  • Neil Galman - Rzeczy ulotne
Dodano w kategorii Zapiski Ucznia o 16:50:16, 2 komentarze

05 grudnia 2009,

Kto mieszka w Lodowym Ogrodzie?

Pytanie to zadawało sobie mnóstwo entuzjastów polskiej fantastyki i twórczości Jarosława Grzędowicza. Od roku 2005, kiedy to na rynku ukazał się pierwszy tom opowieści spod szyldu Pan Lodowego Ogrodu, której akcję autor umiejscowił na pewnej mało znanej planecie Midgaard. Towarzyszyliśmy Vuko Drakkainenowi w czasie lądowania na obcej ziemi, pierwszych krokach na niej stawianych i w dalszych jego przygodach.
Książka okazała się takim hitem na polskim rynku, że była bezkonkurencyjna w walce o niemal wszystkie ważniejsze nagrody fantastyczne, ze Śląkfą i Zajdlem włącznie. Przyszło nam sporo czekać na tom drugi, który oceniono minimalnie niżej od pierwszego, ale mimo wszystko bardzo wysoko. I tak, po długim czasie oczekiwania i zaspokojeniu ciekawości na temat dalszych losów Drakkainena i Filara, następcy Tygrysiego Tronu, znów musieliśmy poczekać kolejne dwa lata na kontynuację historii.

Aż do 27 listopada 2009. Wtedy na rynku ukazał się trzeci tom Pana Lodowego Ogrodu, który obecnie zajmuje miano jednej z moich najlepszych polskich powieści fantastycznych. Jarosław Grzędowicz od początku postawił bardzo wiele pytań. Na część z nich z biegiem lektury poznawaliśmy odpowiedzi, ale mimo wszystko najważniejsze nadal pozostawały zakryte. Nadal nie wiedzieliśmy, co mają wspólnego losy syna cesarza z kosmonautą z Ziemi. Było oczywiste, że coś musi je w końcu połączyć, po dwóch tomach czytania dwóch oddzielnych historii. Kolejne pytanie, które stawialiśmy sobie: gdzie podziali się zaginieni naukowcy. Wcześnie poznaliśmy van Dykena, ale co z innymi?
Można postawić jeszcze wiele pomniejszych pytań, ale te powyższe wydają się najbardziej istotne.
I oto po czterech latach czekania sytuacja zaczyna się klarować w tomie trzecim. Wreszcie autor odkrywa przed czytelnikami część kart, dwie idealnie dotąd równoległe linie fabularne odnajdują wreszcie punkt wspólny. Co jest niewątpliwym plusem III tomu Pana Lodowego Ogrodu.
Plusem jest też to, że Vuko jako tako nauczył się używać pieśni bogów. Jednak stara się nie używać ich za często, jedynie wtedy, kiedy jest to potrzebne. Dzięki temu styl prowadzenia opowieści jest zbliżony do tego, który pamiętamy z tomu pierwszego, z większym naciskiem na elementy przygodowe niż na siedzenie u pustelników i nieporadne uczenie się magii. Pojawiają się już pierwsze głosy, że III tom jest tak samo dobry jak pierwszy i lepszy od II. Sami jednak musicie to ocenić. W moim przekonaniu wszystkie tomy są do ugryzienia. Zresztą stanowią jedną zwartą historię, z konieczności podzieloną na części.
Czytając kolejne rozdziały trudno jest powiedzieć, która z dwóch równoległych historii jest lepsza, ciekawsza. Czytasz o Vuko i opowieść coraz bardziej zaczyna wciągać aż nagle kończy się i trzeba przemieścić się o setki kilometrów, by potowarzyszyć teraz Filarowi. Z lekką nutą irytacji i podświadomym przekonaniem, że trzeba przestawić się na "nudniejszą" część historii i cierpliwie poczekać na Vuko. Jednak wystarczy poczytać kilkanaście stron i opowieść znów staje się pasjonująca, że nie chce się jej porzucać na rzecz wątku równoległego. I tak na przemian.

Jak wspomniałem na początku, wiele niewiadomych się wyjaśni. Wreszcie poznamy pełen układ sił na szachownicy, wszystkich wielkich graczy biorących udział w rozgrywce.

Czy warto było czekać na trzeci tom Pana Lodowego Ogrodu? Zdecydowanie tak! Po lekturze poprzednich powieści i opowiadań Grzędowicza zaufałem mu na tyle, że mam pewność, że w kolejnych tekstach będzie trzymał wysoki poziom, do którego przyzwyczaił czytelników. Żałuję tylko, że tom trzeci nie jest ostatnim i na zakończenia całej historii przyjdzie jeszcze trochę poczekać.

Dodano w kategorii Zapiski Ucznia o 16:14:22, 3 komentarze

04 września 2009,

Upiór Południa. Pamięć Umarłych.

Wciągnęła mnie ta opowieść swoim specyficznym klimatem. Małe miasteczko na południu Stanów Zjednoczonych, rodem z Dzikiego Zachodu. Miejsce, w którym nic niezwykłego się nigdy nie zdarza, w którym porządku pilnuje stary, pogrążony w rozpaczy z powodu umierającej powoli na nieuleczalną chorobę córki, szeryf.
I ten spokój, nieustanną monotonię życia, przerywa w pewnym momencie pojawienie się w miasteczku groźnego rewolwerowca.
Niemal jak początek standardowego westernu, a jednak dalej opowieść zmierza trochę innymi torami. Zaczynają się dziać rzeczy dziwne, nie dające się wyjaśnić w naturalny sposób. Dawne widma przeszłości wracają teraz aby spłacić długi. Są jednak tacy, którzy tej zapłaty woleliby nie otrzymać. Oj wierzcie mi, że woleliby.

Spodobał mi się sposób snucia opowieści przez autorkę. Senne miasteczko, ten bezruch, monotonię da się wyczuć przerzucając oczami po kolejnych linijkach tekstu. Podobnie czuje się rozpacz i rezygnację szeryfa, człowieka dotkniętego przez los przekleństwem patrzenia na powolną śmierć swojej żony, a teraz jeszcze większym, bo musi patrzeć jak w ten sam sposób gaśnie jego jedyne dziecko. Pogrąża się z każdym dniem w smutku i gdy przychodzi wiadomość o groźnym przestępcy pojawiającym się w mieście modli się wprost, żeby wieść okazała się tylko plotką, nieprawdą, bo on, tak już przygnieciony przez wewnętrzne cierpienie już nie da rady stawić czoła temu wyzwaniu.

Maja Lidia Kossakowska zastosowała w Pamięci umarłych pewną symbolikę, którą warto podkreślić. Autorka wyraża ją już choćby przez sam tytuł utworu. Pamięć. Wspomnienie umarłych. W naszej kulturze, ale też chyba w każdej innej, ludzie pamiętają o swoich zmarłych przodkach, przyjaciołach, bliskich. Chrześcijańską tradycją jest (przynajmniej raz do roku, na Święto zmarłych) wybrać się na cmentarz by wspomnieć ludzi, których już na świecie nie ma.
W ten sposób także zaczyna się ta opowieść, od podróży dwójki ludzi, starego mężczyzny i młodej kobiety, zmierzających w żarze południowego słońca do miejsca ukrytego między dwoma skałkami, w którym nie ma nic prócz usypanego z kamieni starego grobu z krzywo sterczącym krzyżem. Co popycha tych dwoje ludzi do corocznej pielgrzymki w to zapomniane przez wszystkich, za wyjątkiem ich dwojga miejsce? Ona czuje czuje pewną irytację, a nawet złość, że ów starzec ciągnie ją na tą pustynię, gdzie żar leje się z nieba, aby wspomnieć i pomodlić się za człowieka spoczywającego w tym prowizorycznym grobie. On wie, pamięta.

Jest w tej opowieści także kilka innych, ważnych według mnie rzeczy, postaw, które warto podkreślić. Honor, jego wartość. Wszak sam rewolwerowiec rzecze do szeryfa, że nawet w piekle ma on ogromne znaczenie. Że nawet tam potrzebny jest pewien porządek, by ustrzec się od pogrążenia w totalnym chaosie. Honor i dotrzymywanie słowa, kontraktów, jak to ujął Hitchcomb. Jeśli nawet tam słowo ma tak wielką wartość, to jak powinno być na Ziemi?
Drugą taką ważną rzeczą jest znaczenie pochówku, pogrzebu. W powieści przekonujemy się jak ważny okazał się "krzywy nagrobek z łupka w cieniu dwóch milczących, pustynnych skałek."

Podczas lektury, a także po niej przez moją głowę przewinęły się rozmaite skojarzenia opowieści Kossakowskiej z innymi dziełami literackimi. Takie dwa, główne dotyczyły Stephena Kinga i Aleksandra Dumasa. Realia Zielonej Mili widoczne są w pewnej części w Pamięci umarłych. Oczywiście w zupełnie innym kontekście, odbite jakby w upiornym zwierciadle, ale jednak nasuwają pewne skojarzenie. Więzienie, człowiek obdarzony niezwykłą mocą zamknięty w celi. Ale chyba najbardziej scena podania dłoni przez więźnia - to od razu skierowało moje myśli w stronę powieści Stephena Kinga. A Dumas, to oczywiście jego przepiękna powieść, jedna z moich ulubionych - Hrabia Monte Christo. Człowiek przybywający z zaświatów, aby dać odpłatę, każdemu według jego postępków.
Oczywiście mówię tu o skojarzeniach pewnych tylko elementów tych powieści, pewnych scen, symboli, do których, świadomie lub nie, nawiązuje pani Kossakowska w swoim utworze. Pamięć umarłych jako powieść zupełnie nie jest podobna do dzieł Kinga i Dumasa.

Druga z czterech minipowieści pod wspólnym sztandarem Upiora południa prezentuje się bardzo dobrze. Czekamy z niecierpliwością na kolejne dwie.

Dodano w kategorii Księgi Czarnoksięskie o 23:23:10, Dodaj komentarz

21 maja 2009,

Faraon - drugie spojrzenie

Dawno temu, po pierwszej lekturze "Faraona" napisałem tekst, w którym trochę sobie ponarzekałem na kapłanów i ich rolę w Egipcie. Czytając go ponownie mam wrażenie, że napisany został pod wpływem emocji po przeczytaniu powieści. Zabrakło mi trochę refleksji i spokojniejszego i pełniejszego spojrzenia na powieść Prusa. Wtedy nie znałem zakończenia powieści i czytałem, aby dowiedzieć się jak skończy się walka z kapłanami. Czytając niedawno już znałem wynik, mogłem więc skupić się bardziej na pytaniu, dlaczego tak się stało i czy dało się tego uniknąć?

Ramzes oczywiście mógł zwyciężyć, była na to szansa, jednak moim zdaniem niewielka. Jego porywczość i ślepa wiara w armię, przy jednoczesnym lekceważeniu kapłanów, a zwłaszcza ich mądrości, praktycznie przekreślała jego szansę. Kapłani mieli wielką siatkę szpiegów, nawet w armii faraona. Gdy Tutmozis wydał rozkaz ataku na świątynie Ptah, 3/4 jego żołnierzy odmówiło, gdyż było na żołdzie kapłanów. Sam Tutmozis zginął z ręki obłudnego Eunany. Kapłani opanowali sztukę przesyłania wiadomości na odległość, w ciągu paru godzin mogli dostać wiadomość z drugiego końca Egiptu. Informacja, jak wiadomo, jest potężną bronią. Nabrałem podczas lektury nieco szacunku do Herhora. Nie przepadałem za nim, gdyż był głównym przeciwnikiem Ramzesa, ale jednocześnie był niewątpliwie mądrym człowiekiem z wielkim doświadczeniem w rządzeniu państwem. Była taka scena w której Herhor mówi, że mimo panowania młodego faraona to on, nawet odsunięty od łask, nadal rządzi państwem.

- Jednak rządzi...
- Co to za rządy, Pentuerze! - odparł z uśmiechem arcykapłan. - Pootwierał nowe szkoły wojskowe, pomnożył liczbę pułków, zbroi cały naród, obiecuje święta pospólstwu... Ale jak on to wykona?... Trzymasz się z daleka od niego, więc nic nie wiesz; lecz ja zapewniam cię, że on wydając rozkazy wcale nie zastanawia się, kto to zrobi? czy są środki? jakie będą następstwa?..
Tobie się zdaje, że on rządzi. To ja rządzę, ja ciągle rządzę, ja, którego on wypędził od siebie...
Ja robię to, że dziś mniej wpływa podatków do skarbu, ale ja też zapobiegam buntowi chłopstwa, który już by wybuchnął; ja sprawiam, że nie porzucono robót przy kanałach, groblach
i gościńcach. Ja w końcu już dwa razy powstrzymywałem Asyrią od wypowiedzenia nam wojny, którą ten szaleniec wywołuje wojskowymi rozporządzeniami...

Muszę jednak przyznać, iż jego rządy są tak szkodliwe dla Egiptu, że gdyby Ramzes miał brata albo gdyby Nitager był młodszy, już usunęlibyśmy dzisiejszego faraona..


Herhor znał się na rządzeniu państwem, Ramzes miał dużo dobrych chęci, ale nie miał ani wiedzy ani doświadczenia. Wydawał pieniądze, a jak mu zabrakło kazał zawoływać Hirama by pożyczyć od niego, nie zastanawiając się jednak skąd weźmie środki by mu oddać. Jednocześnie Fenicjanie brali w zastaw majątki królewskie co równocześnie zmniejszało wpływy do skarbu. W słowach Herhora jest lekceważenie faraona, ale jednocześnie wiele racji.

Z rozważań Pentuera dowiadujemy się jak nierówne były siły obu obozów, kapłanów i faraona.

Rada mogła rachować ledwo na parę tysięcy stronników, na swoje skarby i niesłychanie mądrą organizacją. Siły najzupełniej nierówne, ale wynik walki - bardzo wątpliwy.


Dodatkowo na niekorzyść młodego Ramzesa działa to, że nie szanował wiedzy, a wręcz drwił z niej. Przykład, rozmowa Pentuera z Menesem.

- W miesiącu Paofi. Pisałem o tym do faraona myśląc, że w zamian złoży jaką ofiarę dla naszej zaniedbanej świątyni. Ale on odczytawszy list wyśmiał mnie i kazał memu posłańcowi zanieść tę nowinę do Herhora...
- A Herhor?
- Dał nam trzydzieści miar jęczmienia. Ten jeden człowiek w Egipcie szanuje mądrość; ale młody faraon jest lekkomyślny.

A ja ci mówię, że on jest lekkoduch - odparł rozdrażniony Menes. - Dwa miesiące temu posłałem mu wielki plan ulżenia pracy chłopom i... także wyśmiał mnie!... To nieuk i pyszałek.


Herhor wiedział co znaczy wiadomość o zaćmieniu słońca. Była to potężna broń. Ramzes, gdyby potraktował ją poważnie, mógłby obronić się przed przedstawieniem kapłanów i nie dać się wciągnąć w zasadzkę.

Menes nie pojawia się zbyt często na kartach "Faraona" jednak jest moim ulubionym bohaterem z tej książki. Sam Herhor go podziwiał.

No, idź już, idź i pozdrów ode mnie Menesa. Pamiętaj też, że umiem być wdzięcznym, co stanowi wielką tajemnicę władzy. Powiedz Menesowi, że spełnię każdą jego prośbę, byle mi na przykład nie kazał wyrzec się tronu...


Mimo wszystko, Ramzes, nawet jeśli nie wygrałby tej walki nadal miał szansę na długie rządzenie. Ułożyłby się z kapłanami. Ja przeszkodzie stanęła mu zwykła ludzka nienawiść, stary Mefres nigdy nie zapomniał zniewagi i gotów był za to zabić faraona niż widzieć go szczęśliwego. Udało mu się to, choć sam także przypłacił to życiem.

Druga lektura Faraona rzuciła światło na wiele wydarzeń, które wypadły mi z pamięci dawniej. Fragmenty, które przytoczyłem wydają mi się ważne dla zrozumienia, dlaczego tak, a nie inaczej potoczyły się losy młodego władcy. Są jeszcze inne, ale już ich tu przytaczał nie będę.

Można mieć do młodego władcy sympatię, za to, że był odważny, za to, że chciał poprawić dolę chłopów i uratować państwo egipskie. Tego wszystkiego mu odmówić nie można, dzięki swoim zaletom zdobył sympatię wielu czytelników Prusa. Jednocześnie patrząc bardziej obiektywnie, mniej emocjonalnie, biorąc pod uwagę szersze pole widzenia, porażka Ramzesa wydaję się być uzasadniona. I choć nie zmieniłem obozu i moja sympatia do Ramzesa nie wygasła, teraz wyraźniej dostrzegam, że jego klęska nie była li tylko dziełem przypadku związanego z zaćmieniem słońca. Właściwie to nawet nie był przypadek. To kapłani tak pokierowali zdarzeniami, by ofensywa na świątynie odbyła się dokładnie 20 Paofi, co potwierdza także Hiram, kiedy wrócił z Pi-Bast z listami dowodzącymi zdrady Herhora. Kapłani w tłumie mieli swoich agentów, którzy sfingowali atak na świątynie, tak by odpowiedniej chwili zainscenizować gniew bogów.
Nie uczyniliby tego, bez wielkiej siatki szpiegowskiej i wielkich wpływów w każdym niemal miejscu.
Nawet królowa Nikotris była z nimi w zmowie, Eunana, kapłan Seta, który przyszedł do pałacu po śmierci mistrza.
Ramzes wprawdzie miał na swoje usługi nie mniej sprawny wywiad fenicki, ale niczym ponad to nie mógł się pochwalić.

Dodano w kategorii Księgi Czarnoksięskie o 20:25:51, 2 komentarze

18 maja 2009,

Pies Baskerville'ów - Arthur Conan Doyle

Przyznam się szczerze i bez przymusu, że jest to pierwsza powieść Arthura Conan Doyle'a, z jaką dane mi było kiedykolwiek się zetknąć. Pomimo wielkiej sławy Sherlocka Holmesa spisane wersje jego przygód nigdy nie trafiły w moje ręce. Aż do niedawna, kiedy to brat przyniósł tę książkę do domu. Powieść opowiada historię pewnej dawnej, tajemniczej i bardzo zagadkowej legendy, właściwie klątwy, która ma prześladować kolejnych członków rodu Baskerville'ów. Dawno temu, na długo przed tym, gdy doktor Mortimer zjawia się na Baker Street, by prosić Sherlocka Holmesa o pomoc, przodek Henry'ego Baskerville'a został zagryziony na moczarach przez, jak twierdzili świadkowie, ogromnego, piekielnego psa. Od tamtego wydarzenia urosła legenda o klątwie.
Piekielny zwierz po latach pojawia się ponownie, doprowadziwszy do śmierci Charlesa Baskervile'a, którego klient Sherlocka jest bezpośrednim spadkobiercą, ostatnim z rodu Baskerville'ów i, jak się okazuje dziedzicem znacznego majątku.

Tak w skrócie można opisać początek historii, zapowiadającej się jak powieść fantastyczna, w której znaczną rolę grają siły nieczyste, prześladujące ród i siedzibę Baskerville'ów. Oczywiście Sherlock Holmes, jak możecie się domyślić, nie da wiary temu prostemu, choć sprzecznemu z logika wyjaśnieniu, dopóki nie wyczerpią się wszelkie możliwości rzeczywiste.

Powieść Conan Doyle'a czyta się bardzo przyjemnie. Jest to, jak na mój gust, bardzo dobra książka dla młodzieży. Wciągająca, zawierająca ciekawe zagadki, ciekawą i nieco mroczną, ponurą scenerię zamku Baskerville Hall (aczkolwiek do ponurości Wichrowych Wzgórz dużo mu brakuje). Ale mimo to znajdą się w niej pewne minusy, które bardziej doświadczony wiekiem i oczytaniem czytelnik na pewno zauważy. Szczególnie mam na myśli pewne, wręcz dziecinne uproszczenia fabuły. Ot choćby kobieta kryjąca występki pewnego człowieka, w którym była zakochana, po dowiedzeniu się faktu, że ów mężczyzna ją oszukuje w jednej chwili zmienia diametralnie swoją postawę postanawiając ujawnić wszystkie fakty interesujące detektywów. No, moim zdaniem psychika ludzka jest trochę bardziej skomplikowana aniżeli to zostało tu opisane. Jeszcze kilka takich scen w książce można odnaleźć. Być może w wieku 14 lat bym nie zwrócił na to uwagi, ale teraz rzuciło mi się to w oczy od razu.
Niemniej jednak można trochę przymknąć oczy na drobne uchybienia, choćby przez fakt, że jest to właśnie książka dla młodzieży, książka przygodowa, która ma dostarczyć nam dobrej rozrywki i ciekawej historii.

Cieszę się, że przeczytałem "Psa Baskerville'ów". Po pierwsze dlatego, że jest to książka bardzo znana, niemal klasyka, której nie zaszkodzi poznać. Po drugie dlatego, że przyjemnie mi się czytało, stała się chwilową odskocznią od kłębiących mi się w głowie codziennych spraw. Odskocznią bardzo dobrą, bo chęć czytania była we mnie silniejsza od chęci zrobienia czegoś innego w danej chwili.
I po trzecie, Baskerville Hall i okolica to bardzo ciekawe, choć nieco ponure miejsce. Zawsze miałem słabość do krajobrazów XVIII i XIX wiecznej Anglii. Zwłaszcza krajobrazów wiejskich.

Dodano w kategorii Księgi Czarnoksięskie o 11:17:42, 4 komentarze

17 maja 2009,

Balsam długiego pożegnania - Marek S. Huberath

Odnoszę wrażenie, że Marek S. Huberath jest w środowisku entuzjastów fantastyki pisarzem trochę zapomnianym. Może dlatego, że publikuje raczej niewiele, że nie mówi się o nim tak często jak o Andrzeju Pilipiuku, Mai Lidii Kossakowskiej albo o Jarosławie Grzędowiczu. A jednak, jeżeli poszukujecie wśród utworów fantastycznych dobrej, mądrej i wartościowej literatury, warto przyjrzeć się twórczości Marka S. Huberatha, jakby nie było zdobywcy co najmniej dwóch Zajdli i kilku nominacji do tej prestiżowej nagrody.

Wśród zgromadzonych w tym zbiorku tekstów także znajdują się działa uhonorowane laurami. Rozpoczynające naszą przygodę opowiadanie pt. „- Wrócieeś Sneogg, wiedziaam…” zdobyło pod koniec lat 80-tych pierwsze miejsce w II konkursie Fantastyki. Pewnie nikt by tego dziś nie pamiętał ani nie wspominał, gdyby nie to, że w tym samym konkursie trzecie miejsce zajął Andrzej Sapkowski ze swoim okrętem flagowym, wiedźminem Geraltem. Dawno to było bo dawno, ale nadal stanowi solidną rekomendację dla tekstów Marka S. Huberatha. Z zebranych w „Balsamie długiego pożegnania” opowiadań wyróżnia się także „Kara większa” – kolejny wyśmienity tekst, nagrodzony Zajdlem w kategorii najlepsze opowiadanie roku 1991, a także „Ostatni, którzy wyszli z raju”, laureat Śląkfy. Do swoich ulubionych dołożę jeszcze „Trzy kobiety Dona”.
Jeśli trzeba byłoby określić motyw przewodni opowiadań, jakąś wspólną cechę, która łączy je wszystkie, powiedziałbym, że są tą dość pesymistyczne zakończenia. Autor zaznacza, że kolejność tekstów nie jest przypadkowa, że starał się umieścić je tak, żeby „nadzieja rosła”. I tak rzeczywiście jest. Od poruszającego do głębi „- Wrócieeś Sneogg, wiedziaam…”, aż po niemal kojące ostatnie, opowiadanie tytułowe. Ale poza powyższym teksty są bardzo różnorodne, co jest niewątpliwą zaletą zbioru. Postaram się w kilku słowach przybliżyć tematykę poszczególnych opowiadań. „- Wrócieeś Sneogg, wiedziaam…” – pierwsze opowiadanie w zbiorze, ale także pierwszy w ogóle tekst Huberatha, z jakim miałem styczność. I od razu zrobił na mnie wielkie wrażenie.
Akcja rozgrywa się po wojnie atomowej. Ludzie żyją w podziemnych schronach. Większość rodzi się upośledzona, a tylko Ci, których stopień upośledzenia okaże się w granicach normy mają szansę otrzymać miano człowieka. Resztę klasyfikuje się jako materiał biologiczny do przeszczepów. W jednym z Pokoi, w których 'hodowani' są przyszli ludzie czytelnik gości przez pewien czas. Upośledzone istoty bardzo szybko zyskują naszą sympatię. Przez jakiś czas przebywamy z nimi, poznajemy miejsce, w którym żyją. Później, niektórym z nich być może dane będzie trafić do normalnego społeczeństwa. No właśnie, czy normalnego? Czy traktowanie istot w pewnym stopniu upośledzonych (ale przecież żyjących, rozumnych) jako niższą kategorię, jako żywe magazyny organów do przeszczepów to cecha rozwiniętej cywilizacji?
Przemawia za tym argument, że jest to konieczne do przetrwania rasy ludzkiej po wielkim kataklizmie. Ale czy jest to słuszny argument, zwłaszcza patrząc oczami Snorga, Tib czy Piecky'ego? Musicie sami ocenić. Zakończenie jest pesymistyczne. Jeśli kiedyś oglądaliście film „Wyspa” - jest to prawie klon opowiadanie Marka S. Huberatha. Ludzie żyjący w zamkniętym bunkrze, przekonani, że na zewnątrz panuje promieniowanie, a tak naprawdę ich istnienie podyktowane jest chęcią bogatych tego świata dla przedłużenia sobie życia. Kolejne opowiadanie, „Trzy kobiety Dona”, to próba opisu życia ludzkości na dotkniętej katastrofą Ziemi. Opisu tego autor dokonuje na przykładzie czwórki bohaterów, tytułowego Dona i jego trzech towarzyszek.
Po serii gwałtownych rozbłysków, które zniszczyły wszelkie życie na zachodniej półkuli Ziemi, słońce straciło swoją moc. Dając ledwie pomarańczowe światło, nie jest w stanie ogrzać planety dostatecznie mocno, dlatego lądy zaczęła pokrywać coraz większa czapa śniegu. Bohaterowie są uciekinierami z miasta, w którym, domyślam się, na skutek nieopisanej awarii (być może elektryczności) dalsze życie stało się niemożliwe i groziło zamarznięciem. Ludzie opuszczają swoje domy i na własną rękę próbują przedrzeć się przez metrowe zaspy śnieżne do innych większych skupisk ludzkich. Taka wędrówka jest właśnie przedmiotem niniejszego opowiadania. Marek S. Huberath bardzo, rzekłbym, realistycznie przedstawił trudy i zmagania się czwórki ludzi z bezwzględną naturą. Wszechobecny mróz, wykańczające przedzieranie się przez wielkie śnieżne zaspy, poszukiwanie schronienia na noc, codzienna loteria, w której przegrana może zakończyć się śmiercią. Bardzo sugestywny tekst, także bez happy endu.

Bohaterem „Kary większej” jest Ruder Milenkowicz, człowiek, który trafił do piekła. Na początku jednak trudno jest się zorientować, gdyż miejsce, w którym przebywa bardziej przypomina jakieś sowieckie lub hitlerowskie więzienie. Ruderowi zakomunikowano, że czas jego mąk się skończył i zostanie przeniesiony do Nieba, tak mu się przynajmniej wydaje...
Trafia do pomieszczenia przejściowego, gdzie lekarze będą próbowali doprowadzić jego ciało do stanu używalności po torturach. Mimo to i tak nie będzie wyglądał już tak jak dawniej.
Po krótkim leczeniu zostaje przetransportowany na górę. I tu okazuje się, że Niebo nie wygląda tak jak każdy to sobie wyobraża. W tym tekście już wydać zafascynowanie autora tematem religii, który później przewija się również w jego powieściach. Jak wyglądało będzie nasze życie po śmierci, jaka będzie kara za nasze grzechy, a jaka nagroda za dobre uczynki. Co dzieje się z dziećmi nienarodzonymi, które zginęły w wyniku aborcji? W Karze większej Rud zaprzyjaźnia się z jedną taką dziewczynką, Patrycją. Spotkaliście się kiedyś z problemem aborcji w fantastyce? Bardzo podoba mi się w opowiadaniach Huberatha ten proces, w którym bohater powoli odkrywa rzeczywistość, w której się znalazł. Na początku nie wie za wiele, ale z każdym dniem dobudowuje sobie kolejne fragmenty układanki, poznaje kolejny fragment całości. Ale podobnie jak w pierwszym opowiadaniu prawda okazuje się smutna. To trochę godzi w moją sympatię do pozytywnych zakończeń, ale mogę autorowi wybaczyć, bo w zamian za to daje mi naprawdę dobry tekst, oryginalny, niebanalny.
„Ostatni, którzy wyszli z raju” można zaliczyć w zasadzie do minipowieści. Jest to najdłuższy tekst w zbiorze. Akcja rozgrywa się w Ameryce, na uniwersytecie Maratheon. Jest to jednak zupełnie inna Ameryka od tej, którą znamy obecnie. Opuszczone i zdewastowane lotniska, gdyż niewielu Amerykanów stać na przelot samolotem, domy oświetlone przez dłuższy czas świeczkami, ponieważ elektryczność jest piekielnie droga. Na całym uniwersytecie tylko 18 sprawnych komputerów, do których ustawiają się kolejki naukowców. Wszystko to obserwujemy oczami uczonych, towarzysząc im w codziennych zajęciach. Drugim, fundamentalnym tematem opowiadania jest przylot na Ziemię obcych. Ale nie zielonych ludków z Roswell, ale istot bardzo przypominających ludzi. Jak się okazuje kolonizatorów Ziemi, od których człowiek wziął swoje istnienie. Teraz przylatują ponownie, ponieważ ich rodzima planeta powoli zamiera na skutek wypalenia się miejscowego słońca. Heddeni osiedlają się w Ameryce, a wielu z nich, dzięki swojej wrodzonej chęci poszerzania wiedzy zajmuje stanowiska profesorów na uniwersytetach. Huberath opisuje w tym opowiadaniu również niechęć do obcych. W dobie powszechnego kryzysu władza próbuje znaleźć kogoś, na kogo można by zrzucić winę za pogarszający się stan gospodarki.
Bardzo ładnie opisana jest w tym tekście bieda, życie, w którym trzeba oszczędzać każdy grosz, w którym na przyjazd autobusem na uczelnie mogą pozwolić sobie tylko profesorowie, gdzie studenci skazani są na mieszkanie w wieloosobowych ruderach. Społeczeństwo na granicy upadku.

Znajdziemy w książce także kilka krótszych tekstów, takich jak „Kocia obecność”, historia fotografa, którego zaczynają odwiedzać nieboszczycy, „Akt szkicowany ołówkiem”, o człowieku spotykającym po wielu latach swoją pierwszą miłość i o tym co z tego wynikło, czy też „Absolutny powiernika Alfreda Dyjaka”, zakręcony tekst o człowieku, który dowiaduje się, że jest częścią programu symulacyjnego pewnej kosmicznej istoty, próbującej odtworzyć dzieje i upadek Ziemi.
„Balsam długiego pożegnania” – ostatni tekst, bardziej przypomina swego rodzaju wschodnią baśni, aniżeli pełne pesymizmu teksty z początku książki. Historia żyjącego na bliżej nieokreślonym archipelagu wysp Lorenza, nauczyciela, który na skutek zarazy stracił swoją ukochaną żonę. Dowiaduje się jednak od żyjącego na wyspie malarza, że nieopodal na morzu, o dzień wiosłowania znajduje się tajemnicza Wyspa Umarłych, na którą po śmierci trafiają wszyscy ludzie. Wyspę widać jedynie w gęstej mgle i dopłynąć do niej można jedynie samotnie. Lorenzo podejmuje ów trud w poszukiwaniu ukochanej żony. Czy owa wyspa rzeczywiście istnieje, czy uda mu się spotkać żonę? Czy żywi mają wstęp do królestwa zmarłych, a jeśli tak, to czy mogą bezkarnie stąpać po jego ziemi? Opowiadanie to skojarzyło mi się ze „Starym człowiekiem i morzem” Hemingwaya. Być może przez hiszpańskie realia, być może przez samotną podróż Lorenza, która przypomniała mi zmagania Santiago. Tak czy inaczej wspomniana przez autora obietnice, że „nadziej rośnie” z lekturą kolejnych tekstów została dotrzymana. Po wielu pesymistycznych wątkach ostatnie opowiadanie swoim spokojem stanowi dla czytelnika niczym ów tytułowy balsam.
Obcowanie z „Balsamem długiego pożegnania” stanowi niewątpliwą przyjemność, przyzwoitą ucztę literacką. Teksty to niepospolite, oryginalne, podnoszące kilka ciekawych tematów. Taki już jest Huberath. Nie spodziewajcie się oklepanych wątków i prostych tekstów, jakich wiele napisano i zapomniano w historii fantastyki polskiej. Ale wymagającej literatury na wysokim poziomie, a i owszem.

Dodano w kategorii Księgi Czarnoksięskie o 10:50:33, Dodaj komentarz

08 marca 2009,

Buran wieje z tamtej strony - Jarosław Grzędowicz

Skończywszy wczoraj Księgę jesiennych demonów Jarosława Grzędowicza i będąc jeszcze pod pozytywnym wrażeniem pióra autora sięgnąłem po drugi, będący w moim posiadaniu, zbiór opowiadań autora, zatytułowany - Wypychacz zwierząt
Zamiast jednak czytać teksty po kolei, jak mam w zwyczaju kierując się ciepłymi słowami Andrzeja Pilipiuka zabrałem się za opowiadanie - Buran wieje z tamtej strony

Andriej Stiepanowicz Korpałow jest agentem reklamowym pracującym w dobrze prosperującej firmie. Właśnie wybrał się na krótkie wakacje na Syberię, do położonej na odludziu chaty przyjaciela. Jadąc na miejsce pojazdem śniegowym w pewnym momencie dostrzegł przed sobą ludzką postać, wychudzonego i przemarzniętego więźnia z obozu pracy. Ratując do przed zamarznięciem Andriej Stiepanowicz zabiera go ze sobą.
Gdy już nieznajomy odzyskał przytomność i zaczął mówić okazało się jednak, że są jakby z zupełnie różnych światów.

Dalej opowiadając zdradziłbym ważne wątki fabuły, powiem jednak, że warto doczytać do końca. Andriej Stiepanowicz i nieznajomy poznają się bliżej, każdy opowiada swoją historię i dochodzą do nieprawdopodobnych wniosków. Jest coś w konstrukcji fabuły, w samym tekście, co sprawia, że czyta się tę historię z przyjemnością i zainteresowaniem. Grzedowicz jak się postara potrafi zrobić świetny nastrój.

Oczywiście jest to opowiadanie ze zbioru fantastycznego i elementy fantastyczne również się tu pojawią, choć nie są bardzo wyeksponowane. Jeśli dobrze pamiętam Buran wieje z tamtej strony zdobył swego czasu Nagrodę Sfinksa, licząca się w kręgach polskich fantastów.

Dodano w kategorii Zapiski Ucznia o 17:20:13, Dodaj komentarz

27 lutego 2009,

Inne pieśni - Jacek Dukaj

Jacek Dukaj jest wyśmienitym przykładem na to, że fantastyka także może aspirować do miana literatury z wysokiej półki. Można by rzec, że Dukaj tak jak C.S. Lewis, wybrał akurat fantastykę, ponieważ gatunek ten najlepiej nadaje się do oddania tego, co chce przekazać czytelnikom. Z takim piórem sprawdziłby się praktycznie w dowolnym gatunku.

Pośród całej fantastycznej otoczki w książkach Dukaja zawsze znaleźć można mnóstwo poważnych treści, problemów i pytań, na które odpowiedź wymaga od czytelnika refleksji i zastanowienia. Te książki nie zostawiają nas z niczym, nie pozwolą nam zapomnieć o sobie parę minut po przeczytaniu. Za to własnie Dukaja lubię.
Jest także jednym z niewielu polskich fantastów, którzy prócz ciekawych pomysłów wybija się ponad średnią umiejętnościami pisarskimi i iście literackim językiem. Samo to, że Dukaja wydaje Wydawnictwo Literackie, które raczej rzadko chwyta się za fantastykę jest swego rodzaju wskaźnikiem jakości powieści tego autora.

Inne pieśni to opowieść o świecie, w którym panują nieco inna fizyka niż znamy ją z rzeczywistośći. Dukaj założył sobie, że Arystoteles miał rację w kwestii praw rządzących wszechświatem. Przypomina nieco nasz, ale jednocześnie wielce się od niego różni. Głównym wyróżnikiem tej rzeczywistości jest zagadnienie formy. Silniejszy jest w stanie narzucić swoją słabszemu. Hieronima Berbeleka, bohatera historii, był niegdyś wybitnego strategosa i niepokonanego dowódcę poznajemy, gdy jest cieniem dawnego siebie, za sprawą starcia z formą Czarnoksiężnika poczas jednej z bitew. Kratistosi, najpotężniejsi ludzie na ziemi potrafią narzucić swą formę całym narodom. Pod wpływami Nabuchdonozora Złotego ludzie stają się piekniejsi, młodsi, natomiast trudno zazdrościć poddanym Grzegorza Ponurego, którego aura przynosi wieczną stagnację.
Wprawdzie jak to u Dukaja bywa, potrzeba chwili czasu by się przyzwyczaić, tak jak człowiek nagle znalazwszy się w ciemnościach musi przyzwyczaić wzrok do nowej sytuacji. Autor nie bez powodu uważany jest za jednego z oryginalniejszych w polskiej fantastyce. Ma świetne pomysły i z pasją je realizuje. Bardzo często zdarza mu się tworzyć nową fizykę, nowe prawidła rządzące rzeczywistością. Stało się to już, można by rzec, znakiem firmowym Dukaja. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że jeśli czytelnik zechce dać autorowi szansę i przebije się przez pierwsze kilkadziesiąt stron książki odkryje pasjonujący i barwny świat i doświadczy wyjątkowej przygody.

Dodano w kategorii Księgi Czarnoksięskie o 19:02:10, 2 komentarze

31 stycznia 2009,

Endymion - Dan Simmons

Po 300 latach od upadku Hegemonii powracamy do wspaniałego świata przyszłości wykreowanego przez Dana Simmonsa. Świata, który się wielce zmienił odkąd opuszczaliśmy go wraz z ostatnimi stronami Upadku Hyperiona. Sieć przestała istnieć. Wraz z wyłączeniem transmiterów pokonane zostało TechnoCentrum, zespół sztucznych inteligencji, który zwrócił się przeciwko ludzkości. Nastąpił koniec rzeczywistości, do jakiej ludzie przyzwyczaili się przez kilka stuleci. Brak transmiterów sprawił, że odległości międzyplanetarne ponownie stały się istotne, a podróżowanie tradycyjnymi statkami kosmicznymi obarczone jest niestety długiem czasowym.
W tym świecie jakoś odnalazł się Kościół Katolicki, który w momencie, gdy wkraczamy w opowieść wraz z odczytaniem pierwszej karty książki jest najpotężniejszą organizacją religijną, ale również militarną w cywilizowanym świecie. Zbrojnym ramieniem Kościoła jest wszechobecny Pax.

Czytając zapowiedź książki byłem ogromnie ciekaw wyglądu świata po upadku Hegemonii. Jak Dan Simmons poradzi sobie z nową rzeczywistością. Nie rozczarowałem się, ale równocześnie czuję pewien mały niedosyt. Endymion ma nieco inną konstrukcję niż poprzednie dwie powieści z cyklu – znakomity Hyperion i niewiele mu ustępujący Upadek Hyperiona. Jest to o wiele bardziej powieść przygodowa aniżeli poprzednie dwie. Tytułowy bohater ma za zadanie bronić małej dziewczynki, córki Brawne Lamii przez ścigającym ją Paxem. Muszą ciągle uciekać, ponieważ po piętach depcze im nieustannie drugi istotny w powieści charakter, ojciec kapitan de Soya. Simmons zastosował równoległą narrację widzianą z dwóch punktów widzenia, co moim zdaniem jest udanym i ciekawym zabiegiem. Towarzyszymy więc bezpośrednio Endymionowi i Enei oraz podróżującemu z nimi androidowi, sympatycznemu A. Bettikowi, z drugiej zaś strony wiemy, co słychać u ich prześladowców.

To czego mi brakowało w Endymionie w stosunku do poprzednich części to opisów świata przyszłości. Hyperion rzucił mnie na kolana swoją wizją, urzekła mnie ona wręcz. Tutaj Dan Simmons skupia się na przygodzie, a świat odsuwa na dalszy plan. Czy to źle, nie wiem, oceńcie sami, mi troszkę tego brakowało.
Dostajemy do ręki ponownie pięknie wydany przez MAGa kawał dobrej literatury fantastycznej. Namawiam gorąco do przeczytania i do sięgnięcia w przyszłości po koleją część hyperiońskiej sagi pt. Triumf Endymiona. MAG wyda ją najprawdopodobniej w marcu przyszłego roku.

Dodano w kategorii Księgi Czarnoksięskie o 11:05:46, 2 komentarze